Powrót

Alta

Poniżej, drodzy goście, znajdziecie zapis z kilkudniowwej wycieczki narciarskiej do Alty w stanie Utah, którą odbyliśmy w listopadzie 2001 roku. Zdjęcia uszeregowane są zgodnie z porządkiem jednego dnia, choć tak naprawdę przedstawiają wydarzenia z kilku dni.

Na dzień dobry czekaliśmy na autobus miejski, który miał nas dowieźć na samą górę pod wyciąg. Inaczej nie mogliśmy się tam dostać bo właśnie zaczął padać snieg (cały centymetr!), więc droga była zamknięta. Na szczęście w następne dni droga była otwarta, więc drogę z Salt Lake City na górę pokonywaliśmy autem.

Jeszcze parę minut przygotowań przed pierwszymi zjazdami (buty włóż, czapka na uszy, etc.).

Hop na wyciąg i w górę!

Po wyjechaniu na samą górę trzeba wreszcie użyć mięśni. Oj, daliśmy sobie nie raz i nie tyle. Mistrzami w konkurencjach zakręconych były panie, które z lubością szarżowały na specjalnie nieprzygotowanych trasach ze słynnym Alta-owym kopnym śniegiem. Było... śmiesznie.

W połowie dna obowiązkowo odpoczynek w knajpie. Przyznam, że to chyba najfajniejsza knajpa narciarska jaką widziałem. Widoki i klimat pierwsza klasa! Jedzenie nienajgorsze.

Po chwili odpoczynku ruszaliśmy w dalszą drogę.

Samym zaś wieczorem, zjeżdżając jako ostatni ludzie z trasy, podziwialiśmy zachody słońca i inne widoczki przecudnej urody. Jelonków było brak.

Jeszcze tylko nakarmić zwierza i do spania, bo przecież jutro znów będziemy katować mięśnie.

Powrót