Powrót

Grześ

Kilka zdjęć z codzinnego życia Grzesia. Rzecz traktuje o spacerach, rysowaniu i o rezultatach pozostawiania ciastek na stole.

Kilka ładnych miesięcy temu zabraliśmy Grzesia na film Lilo and Stitch. Pomimo tego, że był to pierwszy film jaki oglądał w kinie, zachowywał się grzecznie i dzielnie przesiedział cały seans. Note bene, film był bardzo ładny. Większość jego akcji rozgrywała się na Hawajach, które bardzo lubimy. Główne motto filmu brzmi coś jakby "Ohana to rodzina, to znaczy trzymamy się razem". Wystarczy do tego dołożyć wielkie oczy rysowanych postaci i wyciskacz łez murowany. Gorąco polecam dla rodzin z dziećmi.

Jednym z głównych bohaterów wspomnianego powyżej filmu jest Stitch*), który jest pozaziemskim wytworem inżynierii genetycznej. Jako dzieło zwiariowanego genetyka (niemalże rodem z Bonda), jego głównym zadaniem miało być niszczenie. Aby nie zepsuć Wam przyjemności oglądania filmu, dodam jedynie, że Stitch posiada umiejętność przeobrażania się w potulną owieczkę gdy tylko zechce. Przypadek chcał, że to właśnie na Hawajach zrobiłem Grześkowi dwa zdjęcia, w których widać jego metamorfozę z grzecznej Bogu-ducha-winnej dzieciny w małego potworka. Poniższy collage jest efektem prostego skojarzenia tych dwóch faktów.

Napis "There's one in every family" na poniższym zdjęciu znaczy tyle co "Taki potworek jest w każdej rodzinie". Hmmm... Nie wiem czy w każdej, ale w mojej napewno.

*) Stitch jest również poprawnym angielskim słowem i znaczy szew lub szyć. Swoją drogą słodki pomysł na imię dla postaci, która jest zlepkiem wielu charakterów.

Powrót