Powrót

New Jersey i Okolice, czyli Thanksgiving Inaczej

W listopadzie 2002 roku wybraliśmy się z wizytacją to naszych przyjaciół Mar-Leny*), Kuby, Oli i Filipa do New Jersey. Zupełnie przypadkiem nasza wizyta zbiegła się w czasie z tubylczym Świętem Dziękczynienia (ang. Thanksgiving), dzięki czemu mogliśmy się cieszyć wspólnie spędzonym tygodniem.

Tym razem podróż z Atlanty do New Jersey zdecydowaliśmy się odbyć samochodem. Było ciężko (850 mil non-stop w jedną stronę), ale objechaliśmy szczęśliwie. Gdy stawaliśmy w korkach, lokalnym zwyczajem dzwoniliśmy do znajomych i wdawaliśmy się w dyskusje na tematy różne. Znajmomych, którzy to czytają, a do których dzwoniliśmy niniejszym przepraszamy. Liczymy na Waszą wyrozumiałość.

Po powitaniu, cudownym śniadaniu (Marlena - dzięki!) i krótkiej sześciogodzinnej drzemce zaczęliśmy naszym drogim przyjaciołom z lekka docinać. Z uwagi na liczne komentarze na temat braku uroku w miejscu ich zamieszkania (a że brzydko, a że drogi dziurawe, a że co rusz to jakaś fabryka, a że to znowu spirytusinku najwydestylowaniuchniejszego w nocy nie idzie zakupić, etc.) zostaliśmy przeciągnięci przez szereg ładnych i ciekawych miejsc w okolicy. Muszę przyznać, że takiego New Jersey z całym mnóstwem szalenie słynnych i bardzo starych miejsc jeszcze nie widziałem. Niniejszym odszczekujemy.

Niestety, w drodze powrotnej nie obyło się bez incydentów. Około 3. nad ranem zatrzymałem się na dobrze oświetlonej stacji benzynowej w Połnocnej Karolinie. Pomimo, że w okolicy było całe mnóstwo hoteli, sklepów i innych instytucji, żwyego ducha nie uświadczysz. Nie czekając długo rozpocząłem tankowanie. Nie mineło kilka sekund, a podjechał mocno zdezelowany samochód, z którego wysiadło dwóch afroamerykanów, którzy bardzo kulturalnie poprosili o zapomoge w wysokości $10USD. Nie wdając się w dyskusje o tym, że w zasadzie nie jestem organem wyznaczonym do tego celu, zapomogi takiej udzieliłem i czym prędzej uciekłem z tego miejsca. Niby goście byli grzeczni, ale Bóg jeden raczy wiedzieć co mogłoby się stać gdybym przy swym niemądrym zamiarze składania wyjaśnień pozostał.

*) Spieszę wyjaśnić, że imię żeńskie Marlena wbrew powszechnie panującej opinii nie pochodzi od Marksa i Lenina. Powstało ono z połączenia imion Maria i Magdalena. Imię Magdalena z kolei wywodzi się sprzed naszej ery i oznacza osobę pochodząca z Magdali, w tekstach talmudycznych Mighdal-Nunaja czyli Wieża Ryb.

Powrót