Powrót

Hawaje

Pierwszy segment lotu z Atlanty zaprowadził nas do Chicago, gdzie odwiedziliśmy mojego Tatę. Było miło i przyjemnie jak to tylko u niego być może. W ramach wycieczki zaliczyliśmy spacer po centrum nocą.

Podobnie jak w przypadku poprzednich wyjazdów i tym razem trzymałem docelowe miejsce podróży w ścisłej tajemnicy. Miałem nadzieję, że uda mi się zachować niespodziankę do samego lądowania. Niestety, gdzieś w połowie lotu pani stewardessa przyniosła deklaracje celne do wypełnienia, a na nich wielkimi drukowanymi literami stało jak byk HAWAI'I. Z kamienną miną potwierdziłem, że jedziemy na Hawaje i obserwowałem radość współtowarzyszy. Na prowokacje, że to świetnie i że super odpowiadałem "Eeee, znowu Hawaje?", ale w głębi duszy rozpierała mnie duma i radość.

Hawaje to bez wątpienia jeden z najpiękniejszych zakątków Ameryki, a może nawet Świata. Niby to tylko kilka wysp na środku Pacyfiku, gdzieś na drugim końcu Świata tak daleko, ze nawet na lekcji Geografii nie było o nich mowy, a jak przyjrzeć się z bliska to raj. Paradoksalnie nie samą plażą stoją Hawaje, wręcz ich większość to mniej lub bardziej zazieleniony wulkan. To kraina kontrastów gdzie 50 kilometrów od siebie mamy pustynie z opadami rzędu 10cm rocznie i las tropikalny w którym pada niemal non-stop, a całkowita roczna suma opadów przekracza 9 metrów. Podobna odległość dzieli wierzchołek Mauna Kea 4205m n.p.m. i plażę, na której jest ciepło przez cały rok.

Dodatkowym elementem, który zachęca do wizyt jest bardzo amerykańska infrastruktura - hotele, samochody, atrakcje na tym samym poziomie co na lądzie, a więc nie ma większych problemów z planowaniem wycieczek. Wszyscy mówią po angielsku, choć kultywują swój rodzimy język.

Swoją drogą, język hawajski to język dla nas Polaków bardzo ciekawy bo wymowa jest bardzo podobna do wymowy Polskiej. Np. Hawai'i czyta się hawai-i, a nie hałai jakby wskazywały reguły języka angielskiego. Kilka podstawowych słów: Aloha - dzień dobry i do widzenia, Mahalo - dziękuję. Wszelkie nazwy hawajskie umieszczone na tej stronie proszę wymawiać w dosłownym polskim brzmieniu.

W sumie w czasie podróży zrobiłem prawie 3000 zdjęć, z których prezentuję garstkę najlepszych. Na życzenie współuczestników wyprawy, poniższy fotoreportaż jest ułożony chronologicznie, od pierwszego do ostatniego dnia włącznie. Zapraszam.

I tak po 11 dniach spędzonych wspólnie przyszło nam się rozstać z Hawai'i. Było wspaniale, tak świetnie jak to tylko na hawajach być może. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że i tym razem "a hui hoi" będzie prawdziwe i kiedyś znów przyjdzie nam spędzić urocze wakacje na końcu świata.

Powrót