Powrót

Australia

Na Australię mieliśmy chrapkę od lat kilku. W zasadzie sami nie wiemy czemu - przecież miejsce jak każde inne. No może że daleko, że kangury i wogóle. Do tego stopnia byliśmy napaleni, że już w roku 2000 wystaraliśmy się o wizy. Od tego momentu upłynęły cztery lata zanim wiosną, a właściwie jesienią, 2004 roku wyruszyliśmy wreszcie w podróż.

Po 48 godzinach w samolotach, dwóch tygodniach w drodze, 5500 kilometrach jazdy pod prąd i 3000 zdjęciach możemy powiedzieć, że jesteśmy nieco zmęczeni. Może dlatego strona, którą właśnie czytacie, nie jest już tak bardzo entuzjastyczna jak oryginalnie zaplanowano. Nie dajcie się jednak zmylić pozorom - było wspaniale, wręcz cudownie. Zostaliśmy ugoszczeni z wszelkimi honorami przez naszą wspaniałą rodzinkę, poznaliśmy ciekawych ludzi, zobaczyliśmy kawał świata i nauczyliśmy się wymawiać G'Day Mate.

Wycieczkę rozpoczęliśmy od weekendu w Sydney po czym wyruszyliśmy w stronę Melbourne drogą nad brzegiem oceanu. Wracając lądem przedarliśmy się przez Górę Kosciuszki i po przystanku w Canberze znaleźliśmy się na powrót w Sydney. Chwilka odpoczynku i ponownie wyruszyliśmy w podróż, tym razem brzegiem oceanu na północ do Brisbane. Powrót zajął nam dwa dni i znów byliśmy w Sydney zamykając tym samym swoistą ósemkę. Analogicznie, relację z wyprawy podzieliliśmy na trzy częśi: Sydney, wyprawa do Melbourne i wyprawa do Brisbane.

Mistrzowie zapowiedzi estradowej mówią, że im zapowiedź krótsza, tym lepsza, a więc nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was, Drodzy Goście, do zdjęć:

Powrót