New Orleans.

Korzystając z długiego weekendu (z okazji tubylczego święta Nieznanego Żołnierza - Memorial Day), wybralismy się na dłuższą wycieczkę. Nie jest to zbyt daleko od Atlanty, a i miejsce bardzo ciekawe - New Orleans. Miasto jako takie nie różni się zbytnio od innych amerykańskich miast. Beton, stal i trochę szmiry. Gdy jednak nie pojedziemy do centrum, a do tzw. Francuskiej Dzielnicy (French Quarters), czeka nas miłe zaskoczenie. Mamy bowiem szanse poczuć się troszke jak w Europie - zobaczyć stare budynki, zabytkowe uliczki i mnóstwo ciekawych rzeczy. Jako, że rzetelne i obiektywne informacje o New Orleans nie jest trudno znaleźć, zapraszam Was, Drodzy Goście, na bardzo inną wycieczkę - wycieczkę widzianą oczyma Łosia (bardzo subiektywną, zaznaczam).

Rzeczy, które warto wiedzieć o New Orleans (subiektywnie):

A teraz do dzieła! Zdjecia:
 
Widok na ulicę Bourbon Street. Kto nie słucha Stinga ten trąba!
Ta sama ulica, jenakoż pokazana na opak - czyli z drugiej strony. Kto nie oglądał Jamesa Bonda, ten też trąba.
Znów jakaś ulica - zadziwiająca rzeczą jest, że ludzie nieparkują samochodów w miejscach gdzie tego nie wolno robić... Czemu zapytacie? To chyba dlatego, że towing services (holowanie, które jest odpowiednikiem naszego zakładania blokad) operuje tutaj z prędkością światła - sam widziałem. 
Tu z kolei Piotrek Sawicki, Tomek Haduła i Grzesio Kunstman stoją sobie i czekają aż zrobię to zdjęcie.
A oto jedna z kamienic w Dzielnicy Francuskiej - ma chyba ze 150 lat, czyli zabytek klasy zero jak na tubylcze klimaty.
Tutaj poczułem się jak w Krakowie (wejście Grodzkiej do Rynku lub Poselska). 
Tu z kolei ładny balkonik - klimacik typowy, ładny zresztą.
Znów Kraków - tym razem Podgórze.
Niech mi ktoś powie, że to nie wygląda jak Kościół Świętego Tomasza w Krakowie...
Kasyno na wodzie. Nie byłem w środku, bo nie lubię.
Konik z kwiatkami - typowa rzecz dla New Orleans. Jak ktoś oglądał Bonda, to widział.
Ten sam konik, z zaprzęgiem jednakoż.
Piłsudski?
Przebierańcy - kogo jak kogo ale ich tutaj pełno.
Patrz wyżej. Fajne cyki :-)
Grzesio Kustman z fontanną - o tyle to ciekawe, że fontanna znajdowała się na podwórku. Bardzo ładne.
Zespół pseudo muzyczny grający na bardzo dziwnych sprzętach. Czekałem kiedy zaczną grać na pralce automatycznej, bo tarkę już mieli.
Tutaj niezła ciekawostka - gość gra na... kieliszkach! Do kieliszków ma ponalewane wody i pocierając brzegi owego kieliszka powoduje powstanie fali dźwiękowej - czasami można tego doświadczyć jak się myje naczynia. Bardzo ładnie grał więc nawet dostawał niemało pieniążków.
To jest ładna pani sfotografowana specjalnie dla Grzesia Kunstmana. Mi się pani ta nie podoba, ale czego nie robi się dla przyjaciół :-)
Ta pani mi się z kolei podobała (mała, czarna i słodka, fajny biuśck), ale zdjęcie mi za bardzo nie wyszło (strzelane "z biodra"). Ale fajna pani... :-)
Tutaj z kolei koledzy dwaj - pełna recydywa (przynajmniej po wyglądzie). Grzesio Kunstman (ten ładniejszy :-) i Tomek Haduła (ten bardziej sexy :-)