Niagara (czyli o tym jak Wodnik Szuwarek odkrył wreszcie dokąd odpływa woda z jego stawu).

I tym razem uległem presji kobiet (wszystkie trzy chóralnie krzyczały: "My chcemy nad Niagare!!!"). Teraz zadaje sam sobie pytanie czy warto było - dwa dni przepełnione jazdą do wyczerpania, spanie w przydrożnych motelach i gorzki zapach podłej kawy... Potem, już na miejscu, była woda. Dużo wody. Tak dużo, że aż warto z tego powodu zrobić atrakcję, postawić szereg koszmarnych budynków i procesować turystów do upadłego, do ostatniego ich grosza. Koniec końców nie żałuje. Było dokładnie tak jak się spodziewałem: sprośnie i mokro, a jedynie uśmiech na ustach towarzyszących mi kobiet zdawał się potwierdzać słuszność jedynego z możliwych wyborów.

Z fotograficznego punktu widzenia było... jakby to ująć... inaczej. Wszechobecna mgła nie pozwalała zrobić wielu rozsądnych zdjęć (a mówiła mamusia: "Załóż synku filterek UVB na szkiełko!"). Te, pożal się Boże, paszkwile, które widzicie pod spodem to wybór z dwóch filmów. Mam jednak nadzieję, że te kilka obrazków zaklętych w obłędną plątaninę zer i jedynek przybliży Wam to miejsce choćby trochę. Kto wie? Może i Wy pojedziecie się... zmoczyć ;-)? Może będzie sie Wam nawet podobać?

The Niagara.

It was not the very first time when I was defeated by the ladies. They were screaming "We want to see the Niagara!!!" all week long. And now, I am trying to ask myself whether it was worth it - two days of travel, roadside economy-whatever-inn motels and stinking coffee in the morning... And then, there was the water, a whole lot of water. So much of it that it was supposedly worthwhile and profitable to build all these pathetic buildings-attractions and process poor visitors till they are dead, till last penny in their pockets. All in all, I do not regret. It was exactly as I thought: bawdy and wet, and the only thing that was making me good was sight of smiles on ladies' faces.

From photograhic standpoint, it was... how to say... "kinda different than usual". The ubiquitous haze screwed up all my pictures (and the mother was saying: "Do not forget to put UVB filer on your lens, my dear"!). These few below are taken from two rolls and, in fact, I am not quite happy with them. I hope, however, that these will make you feel like you were there. Who knows? Maybe you will go there, some day, just to get... wet ;-)? And, who knows, maybe you gonna like it?
 
Jak to zwykle w tych rejonach, wszystko jest zrobione z plastiku i dykty. W oddali widać szalenie słynny i bardzo stary Most Tęczowy. Kanada na lewo, USA na prawo.
The Rainbow Bridge. The Canada on the left, The USA on the right.
Okolice mostu po stronie kanadyjskiej. Ludziska pakują się na statek, żeby dać się zmoczyć jeszcze bardziej. Jak tak dalej pójdzie, to statek zacznie regularnie tonąć. Już widze te reklamy: "100% Wet! Ultimate Pleasure!".
People who want to get more wet are embarking on a boat. The only next step in process of entertainment development here can be making the boat regularly sink. I can see the commercials: "100% Wet! Ultimate Pleasure!".
The Horseshoe Falls. Największy wodospad na Świecie w Ameryce i Kanadzie zarazem!
The Horseshoe Falls. The biggest fall in the USA and Canada.
Największy amerykański wodospad sporód wszystkich amerykańskich wodospadów południowego fragmentu Niagary (w swojej klasie, rzecz jasna).
The biggest US waterfall in the Niagara.
Kurzyło się jakby się chałupa Banasikowej paliła jak jasny pierun!. No to wzieni my se one wiaderecka i podawalimy un unemu un unemu...
Smoke? But where is the fire?
...a ostatni ino wode w ogień leje. A chałupa Bansikowej poliła sie dalej jak jasny pierun!
The river.
No to my se wzieni one siekierecki i odrąbalimy to cos sie nie paliło od tego co sie poliło kiejby sie nie zapoliło to co sie nie poliło od tego co sie poliło...
The fall.
No i tak to dzięki ofiarnej postawie ochotnicej strazy pozarnej z Alwerni, chałupa Banasikowej galanto sie spoliła.*
Cavern of Winds (or something like that).
Pływający prysznic.
A sailing shower.
Panie, które swoim śpiewem przywiodły mnie w to miejsce: Ania, Ula i Kasza.
The Ladies: Ania, Ula and Kasza.
Wiecie kto, wiecie gdzie.
Ania.

*) Opowiadanie o chałupie Banasikowej zaczerpnięte z repertuaru A. Grabowskiego z krakowskiego teatru STU.

Powrót/Back