Powrót

California.

Przez tydzień wspaniałej wycieczki przejechaliśmy ok. 2200 mil, zrobiliśmy ponad 300 zdjęć - te które wytrzymały ostrą selekcję możecie oglądnąć poniżej.

Wycieczkę po Kalifornii zaczynamy w niedzielę o godzinie 6.00 ( niestety bez Pawła, który wraca do Atlanty do pracy - ktoś w końcu musi zarobić na te nasze wspaniałe wypady i dzięki Mu za to). Zaczynamy od przejazdu ulicami Beverly Hills, potem przez Hollywood jedziemy do Las Vegas. Krajobraz z każdą przejechaną milą staje się coraz dzikszy, aż w końcu jedziemy pustynią. Po drodze skręcamy nad rzekę Colorado - dokładamy kilkadziesiąt mil ale oglądane widoki nam to wynagradzają. Kąpiemy się w rzece, a dokładniej w jeziorze Mohave, następnie przejeżdzamy na drugi brzeg zaporą Davisa i przez Złotą Dolinę jedziemy do zapory Hoovera (jest to najwyższa zapora w Stanach i robi duże wrażenie).

Wieczorem wjeżdzamy do Las Vegas. Oświetlone miasto szokuje - wydaje się nam że śnimy kolorową bajkę. Hotele to zamki, pałace, fortece - wszędzie wodotryski, wodospady, tańczące w rytm muzyki fontanny. Są okręty, piraci, wieże i inne cuda. Wszystko bajecznie kolorowo oświetlone. Planujemy jeszcze rozbić bank w kasynie naszego hotelu, ale tym razem bezskutecznie.

W drugi dzień rano objeżdzamy jeszcze raz Las Vegas - w świetle dziennym robi mniejsze wrażenie. Jeszcze raz próbujemy szczęścia w kasynie. Nie udaje nam się wzbogacić i dlatego musimy kontynuować przyjęty wcześniej plan wycieczki. Przed nami długa droga do miejscowości Visalia. Po drodze krajobraz zmienia się kilka razy od pustynnego po gaje pomarańczowe i figowe oraz plantacje truskawkowe.

Trzeci dzień to zwiedzanie Parków Narodowych Sequoia i Kings Canyon - widoki zapierające dech w piersiach. Może zdjęcia chociaż w przybliżeniu pokażą te klimaty. Są sekwoje, w tym gigant „Generał Sherman”, największy żyjący organizm na naszej planecie. Zdobywamy szczyt góry Moro Rock, przejeżdzamy do końca Kings Canyon – jesteśmy zachwyceni pięknem przyrody a pogoda cały czas nam dopisuje. Wieczorem przyjeżdzamy do Fresno gdzie mamy kolejny nocleg.

Pobudka o godzinie 5.30 - przed nami zwiedzanie Parku Narodowego Yosemite. Już sami nie wiemy, czy widoki tutaj nie są jeszcze wspanialsze od tych z dnia poprzedniego. Dookoła nas wysokie góry, przełęcze, strumienie oraz wspaniałe wodospady na czele z największym: Yosemite Falls - woda spada z wysokości ok.700 m. O tej porze roku jest on najokazalszy, późną porą letnią potrafi całkowicie wysychać. Pełni wrażeń, późnym popołudniem przyjeżdzamydo San Francisco. Wjeżdżamy do miasta mostami Richmond - San Rafael oraz słynnym Golden Gate. Nasz hotel mieści się przy bardzo znanej ulicy Lombard. Przed zaśnięciem wybieramy się jeszcze na wieczorny spacer po najbliższej okolicy.

Rano kontynuujemy zwiedzanie San Francisco - przejeżdzamy ulicami stromo wznoszącymi się i tak samo opadającymi, w tym ulicą Lombard z jej znanym, mocno zakręconym odcinkiem. Zwiedzamy słynne nabrzeże rybackie Fishermans Wharf z widokiem na wyspę Alcatraz, przejeżdzamy przez dzielnicę chińską - Chinatown i dzielnicę finansową. Dalsza droga wiedzie do Monterey. Jest to droga widokowa wzdłuż Oceanu - widoki trudne do opisania. W Monterey przejeżdzamy trasę widokową tzw. 17 Mile Dr. Jest to płatny odcinek drogi, gdzie zwykli zjadacze chleba mogą zobaczyć jak żyją ludzie, których stać na „trochę” więcej niż chleb. Następnie przez równie pięknie położone miejscowości jak Carmel, Carmel Point, Pacyfic Grove wracamy do miasta Marina, gdzie mamy nocleg.

Z Marina wyjeżdzamy do Los Angeles. Robimy krótki postój nad jeziorem Cachuma i dłuższy na plaży w Santa Barbara - wg naszej oceny jest to najpiękniejsze miasto na dotychczasowej trasie. Dalej przez Canyon Malibu (znowu piękne krajobrazy), Malibu i Santa Monica dojeżdzamy pod wieczór do hotelu w Los Angeles. Hotel przedniejszej marki - odprężamy się drinkami, są kąpiele w basenie i jacuzi - godny ostatniej nocy naszej dwutygodniowej wycieczki.

Rano w hotelu obfite śniadanie i odlot do Atlanty. Było pięknie ale musiało się kiedyś skończyć i właśnie się to stało.

Powrót