Sari, Halloween i inne.

Nasz kolega Mani (Tamil z pochodzenia), pwenego razu wybrał się do domu. Jakże miło zaskoczył nasze panie gdy przywiózł im sari.Oto jak nasze żony wyglądaja w tym tradycyjnym hinduskim stroju.

Ostatnie zdjęcie przedstawia motyw z Halloweenu. Halloween to taka amerykańska "tradycja" - wysyła się dzieci do sąsiadów, aby te zapukały do ich drzwi i chóralnie krzyczały: "trick or treat!", czyli "dawaj ciacha lub nas strachaj!" :-). Jako nawiedzeni mamy wtedy dwie opcje: albo doprowadzić do zawału serca nawiedzających dzieci (przez zastrachanie), albo też nafaszerować je słodyczami (wtedy same sie doprowadzą do zawału z otyłości). Wot całe tradyszyn.... A! Byłbym zapomniał! Jeszcze się taka dynię bierze, srodek z niej wydłubuje, ryja w niej wycina, a świecę w nią pakuje i zapala. Stawia sie ten cały badziew przed drzwiami - to znak, że się chcemy bawić w "trick or treat". Opisane urządzenie nazywa się "Jack-O-Lantern". No i jeszcze różne takie strachy na wróble można przed drzwiami postawić (a jakie fajne paszkwile różne ludzie robią :-).
 
Kasza w sari. Jak zobaczycie zaraz poniżej, generalnie są dwie szkoły noszenia sari: Falenicka i Otwocka. Pytałem się Maniego która co oznacza, ale okazało się, że obydwie są równoważne - jak kto woli.
Kasza w sari, sposób drugi. Wybaczcie ten boski kadr - miałem bardzo trudne warunki wykonywania tego zdjęcia (siedziałem na poręczy i bałem sie, że spadne).
Ada.
Żona Maniego (przepraszam, ale zapomniałem jej imienia).
Były sobie babki trzy.
Było sobie babek pięć... :-) I to jak ślicznie skadrowane! (wrrrr)
Zdjęcie grupowe. Od lewej stoją: Kasza, Mirek, Ada, żona Maniego, Mani, PawełKa, Hezer, od lewej siedzą: Grześ i ja.
Halloween - sam robiłem tą dynię!